Ostatnio nie czuję się dobrze wśród tych wszystkich ludzi, którzy mnie otaczają. Wina nie leży po ich stronie, raczej po mojej. Rozglądam się zimnym, a zarazem nieobecnym wzrokiem po ich skontrastowanych twarzach, a szczęście wypływa im uszami, nosem, ustami, oczyma. Szału można dostać.
Uciekam więc od nich w swój oddzielny, pozbawiony uczuć świat, na którym ludzie nie pokazują jak cierpią, nie wiedzą nawet, co to radość. Bo tam jest mi lepiej, jest mi cieplej, mimo wszystko. Tam, dokąd drogi nie zna nikt oprócz mnie, jest inaczej. Niebo jest szare, słońce zatraciło swój blask, kolor, a podczas deszczu wszyscy są dziwnie szczęśliwi. Manekiny na wystawach sklepowych przypominają tamtejszych ludzi - udają szczęście, choć w głębi duszy cierpią tak bardzo, że nie potraficie sobie tego wyobrazić. Jednak Oni z uśmiechem stoją na tych wystawach, w ich nieobecnych oczach nie maluje się nic, nic oprócz pustej obojętności.
Dlatego tam pasuję, dlatego uciekam do tamtego świata za każdym razem, gdy tego pragnę. Gdy zwyczajnie mam już dość.
|